MW: Jestem przekonany, iż wydanie “It's not batucada!” to nie jest wynik chłodnej kalkulacji rynku i „targetu”, tylko autentyczne, radosne dzielenie się muzyką.  Powiedz dlaczego Wasi fani musieli czekać na ten moment aż 7 lat?

 

Ritmodelia rozkręcała się powoli. Paradoksalnie dlatego, że grają tu tylko zawodowi muzycy. Wszyscy gramy wiele koncertów w miesiącu i, siłą rzeczy, dla każdego Ritmodelia jest drugim czy trzecim projektem. Myślę, że czasy kapel, które grały w jednym i tym samym składzie przez lata minęły bezpowrotnie - teraz jest era wolnych strzelców. Niestety, ale ma to dobre strony. Bo do Ritmodelii każdy wnosi własne, bardzo różnorodne pasje i bogate doświadczenie muzyczne, no i łatwiej i szybciej pracuje się w gronie doświadczonych muzyków. Poza tym w ciągu ostatnich 3 lat ten projekt stale nabiera tempa i już myślimy o kolejnej płycie.

 

 

MW: Boję się zapytać ile ludzi brało udział w nagraniach... Jeśli było ich kilkadziesiąt to podaj proszę przynajmniej podstawowy trzon zespołu.

 

Cała Ritmodelia nagrywała ostatni album: Nikodem Bąkowski, Jurek Markuszewski, Ania Patynek, Miłosz Pękala, Kuba Pogorzelski, Wojtek Sobura, Bogusz Wekka i Hubert Zemler. W tej chwili do Ritmodelii należą również Magda Kordylasińska, Rafael Reif de Paula i Maxime Piazza. Czyli w tej chwili mamy jedenastoosobowy, międzynarodowy skład. Gościnnie na “It's not batucada!” wystąpił Manuel Alban Juarez oraz wirtuozi ze Stanów: na berimbao Greg Beyer, kompozytor i wykładowca School of Music Northern Illinois University oraz na pandeiro Scott Kettner, lider zespołu perkusyjnego Maracatu New York.

 

W klubach i na festiwalach najczęściej występujemy w siedmioosobowej formacji. Na siódemkę mamy zaaranżowane numery ale parady gramy w dużym składzie, czasami ponad dwadzieścia osób. Wtedy zapraszamy gości – w tej muzyce można dublować partie poszczególnych instrumentów. Tak to wymyślono w Brazylii – tam w dużej orkiestrze potrafi grac 150 osób i ten sam rytm gra 60 werbli, inny 30 bębnów basowych itd. Wszytko po to, żeby brzmienie było mocniejsze i bardziej energetyczne.

 

Wasza płyta nosi tytuł “It's not batucada!”. Czym jest batucada i dlaczego ta płyta, to właśnie nie jest to?

 

Perkusistom chyba nie trzeba tłumaczyć, że batucada do brazylijskie perkusyjne granie na paradach karnawałowych. Z tej tradycji przejęliśmy podstawowe instrumentarium wraz z kapitalną możliwością robienia muzyki w ruchu, w trakcie przemarszu czy tańca. A także samą ideę dyrygowania muzykami za pomocą systemu znaków gwizdkiem i gestami. Dzięki temu świetnemu patentowi lider, czyli najczęściej w Ritmodelii ja, może tworzyć program występu na bieżąco, z minuty na minutę. Gwizdkiem i gestami sygnalizuję całemu zespołowi, co ma zagrać za moment, naliczam przebitki i zerwania, zatrzymuję i odpalam poszczególne sekcje i trochę tak, jak dj miksuję rytmy i riffy.

 

Sęk w tym, że my te instrumenty i pomysły stosujemy nie w sambie tylko do tworzenia własnej, autorskiej muzyki. Fascynacja sambą uliczną stale nam towarzyszy, lubimy grać sambę, ma niepowtarzalny groove, energię i oddziaływanie, czy to na ulicy czy w tanecznym klubie. To jest frajda grać sambę i doskonalić się w tym ale dla nas, jako grupy twórczych ludzi, to nie byłoby wystarczające uzasadnienie, żeby pracować razem przez te wszystkie lata. Tworzymy własne kompozycje, ciągle rozwijamy różnorodne formy muzyczne. Przez tytuł naszej pierwszej płyty chcieliśmy podkreślić, że wbrew pierwszemu wrażeniu, nie jesteśmy zespołem grającym brazylijską muzykę ludową.

 

MW: Oglądając Wasze występy odnosi się wrażenie, że choreografia odgrywa tak samo ważną rolę, jak muzyka. Chyba dużo musicie ćwiczyć fizycznie przed występami?

 

Dla perkusisty, który zwykle siedzi za bębnami w głębi sceny skakanie na froncie czy maszerowanie z przytroczonym bębnem to niezły wycisk! Szczególnie parady wymagają kondycji a takie surdo, jak niesiesz je przez kilka godzin, to nie jest breloczek. Trochę dla poprawienia sprawności ruchowej a trochę żeby poznać background kulturowy jako zespół odbyliśmy kurs podstaw capoeira a także tańców afrykańskich. Ale nie przesadzamy z choreografiami – nie chcemy być polskim “Stomp”. Muzyka jest najważniejsza, jest sensem istnienia Ritmodelii. Natomiast wychodzimy z założenia, że jeśli my sami nie potrafimy tańczyć w rytm własnej muzyki to od publiczności nie możemy tego oczekiwać. Dlatego ruszamy się, tańczymy w trakcie grania obwieszeni tymi wszystkimi instrumentami, a ludzie prawie zawsze tańczą razem z nami.

 

MW: Tak jak każdą dobrą muzyką można nim wyrazić i wzbudzić w słuchaczu cały wachlarz uczuć, tak muzyka na nowej płycie Ritmodelii pobudza wyjątkowo nasze zmysły. Czy na „standardowym” zestawie perkusyjnym można wywołać podobne emocje?

 

Oj można... Choć to są dwie różne filozofie. Samotny perkusista siedzący za zestawem może łatwiej okiełznać rytm, wie co chce zagrać i to gra. To wspaniała droga i staram się stale doskonalić na tym polu, choć dobrałem sobie na niekonwencjonalny zestaw instrumentów perkusyjnych. Natomiast zawsze fascynowała mnie muzyka z udziałem kilkuosobowej sekcji rytmicznej (np. tradycyjna kubańska, afrykańska czy brazylijska) no i niepowtarzalna chemia grania zespołowego. I teraz doświadczam tego na własnej skórze: twórczego zderzenia osobowości i sposobów myślenia o rytmie i muzyce. Niektórzy członkowie Ritmodelii ukończyli perkusję na Akademii Muzycznej, inni muzykologię, inni “Bednarską”, wszyscy grają i nagrywają ze znanymi kapelami, dają warsztaty lub prowadzą własne szkoły. Kuba Pogorzelski i Maxime Piazza siedzieli miesiącami w Afryce, w Mali, Gwinei i Senegalu, Ania Patynek jest rozchwytywaną perkusjonistką i także uczyła się w Senegalu, Miłosz Pękala i Magda Kordylasińska w duet „Hob-beats” święcą międzynarodowe sukcesy w muzyce współczesnej choć Miłosz jeździ też po świecie z totalnie offowym “Mitch and Mitch”, Hubert Zemler, super ciekawa postać – jazzman z wykształceniem klasycznym, który spełnia się także grając rasowa salsę, ragga i muzykę awangardową. Wojtek Sobura i Jurek Markuszewski to “zestawowcy”, którzy swobodnie poruszają się pomiędzy rockiem, soulem i funkiem, reggae i awangardą, Rafael Reif de Paula to Brazylijczyk z Rio wychowany na batucadzie, Bogusz Wekka jest niesamowicie wszechstronnym perkusjonistą, który stale nie tylko nas zaskakuje, Nikodem Bąkowski i ja jeździliśmy wielokrotnie do Hawany po wiedzę, której nigdy nie zdobylibyśmy w żadnej szkole. Wszystkim z łatwością przychodzi trzymanie groovu i improwizacja. Teraz wyobraź sobie, że siadasz za zestawem ale jedną nogę masz z Brazylii drugą z Afryki i rękę z Kuby a drugą ze Stanów i zagraj teraz jakiś rytm:)  To jest trudne do zgrania, ale musi się skończyć ciekawie!

 

MW: Jesteście żywym dowodem na to, że rytm to jeden z podstawowych ludzkich atawizmów. Czy grając na tych wszystkich egzotycznych instrumentach obserwujecie wśród publiczności powrót do pierwotnych instynktów?

 

Atawizm - jak najbardziej, ale najpierw wśród nas! Jestem przekonany, że muzyka, w której nie ma rytmu jest tylko trochę mniej nieznośna od takiej, w której jest kiepski rytm. Wszystkich perkusistów łączy pierwotna fascynacja rytmem, frazą,  powtarzalnością i transowością. W tym jest niesamowita siła i energia. Podczas koncertów udaje się nam przekazać tę energie publiczności i po prostu razem bawimy się, tańczymy i dajemy się ponieść. To, że instrumenty są “egzotyczne” nie ma znaczenia, natomiast ważne jest to, że my to  - z całą wiedzą, wcześniejszą pracą na próbach i zaangażowaniem - gramy na żywo. Nie jest to groove odtwarzany z nagrań nie daj Boże robionych na komputerze. Dzięki temu nie ma dwóch takich samych koncertów, wszystko się dzieje tu i teraz. I to działa, jeszcze jak!

 

MW: Opisz proszę najważniejsze instrumenty, których używacie i jak zmienia się to instrumentarium w zależności od sytuacji i miejsc w których gracie.

 

Podstawa jest zaczerpnięta z batucady: basowe bębny surdo, potężne grzechoty chocalho, dzwonki agogo, prowadzący repinique, przenikliwe tamborimy a przebiegiem form rządzą sygnały na gwizdku apito, tylko zamiast tradycyjnych caixas używamy werbli. Brazylijskie instrumenty pasują nam najlepiej jeśli chodzi o koncerty w klubach i happeningi uliczne. Ale ja mam wizję Ritmodelii jako grupy muzyków, którzy się cenią nawzajem, uczą od siebie, razem doskonalą pewne umiejętności i przez lata wzajemnie inspirują. Dlatego instrumentarium, jakie stosujemy w danym projekcie, to tylko narzędzie do osiągnięcia konkretnych muzycznych celów. Ritmodelia występuje także z programem kubańskiej rumby, na kongach, cajonach i innych kubańskich instrumentach. Robiliśmy też oprawę muzyczną do niemego kina - oczywiście na specjalnie dobranym sprzęcie i graliśmy wielki koncert z Frankiem Londonem i jego Klezmer Brass All Stars. A na “It's not batucada!” zastosowaliśmy całe bogactwo instrumentów orkiestrowych oraz etnicznych z Afryki i Ameryki Południowej. Na płycie można usłyszeć partie djembe, berimbao, pandeiro, karignana, reco-reco, caxixi, timbala, tambory, woodblooków, triangla, cuiki... a także dźwięki krotali, gongów, flexatonu, vibraslapu, crashera, vibratonu, dzwonków orkiestrowych, różnych blach... i wielu innych.

 

MW: Dziękuje za rozmowę!

 

Dzięki!